Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nathi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nathi. Pokaż wszystkie posty

2024-10-02

Notatki do kalendarium

Wrzesień 2024

Wielka woda zalewa południowe dorzecze Odry, a kolejne zamieszanie związane z osobą Mike’a powoduje odpływ części userów do tymczasowego przytułku na Discordzie, który miał być ratunkiem na wypadek awarii, a działa teraz niczym wyrwa przy tamie w Stroniu Śląskim. Czy szlachetna działalność Jordiego i kontestacja forum przez Walpurga et cohortes przyniesie równie owocne rezultaty, przekonamy się zapewne przed końcem najbliższego okresu rozliczeniowego za hosting i domenę.  
Urobek 30 dni to jakieś dwa tysiące siedemset postów. 
• • • • • • • • •
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Dyskusyjne nowości miesiąca:
  1. Zbigniew Nienacki — najwybitniejszy polski pisarz XX w. - wydzielone z topiku Sztuczna Inteligencja (AI) (literatura polska, Zbigniew Nienacki)
  2. Cześć - chciałbym zaprosić Cię do wzięcia udziału w moim badaniu (pomoc w badaniach naukowych, ankieta)
  3. Problemy z głową, nasze (zdrowie, problemy psychiczne)
  4. WYBORY PREZYDENCKIE 2025 (polityka, wybory prezydenckie w Polsce w 2025 r.)
  5. Wielka woda 2024 - wydzielone z topiku Nasze uwagi o pogodzie (powódź, powódź w Polsce w 2024 r.)
  6. Z pamiętniczka pracownika korpo i nie korpo. (topik autorski, autoprezentacja, Nathi)
  7. Mateusz i Rafał (powódź w Polsce w 2024 r., pomoc dla powodzian)
  8. Stan czytelnictwa w Polsce: o czytelnikach, autorach, tłumaczach, rynku wydawniczym, polityce cenowej i dystrybutorach (czytelnictwo w Polsce, polski rynek książki)
  9. Wzrost partnera - preferencje (seksualność, wzrost partnera)
  10. Przyjaźń (potrzeby emocjonalne, przyjaźń)
• • • • • • • • •
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Sekcja personalna:
We wrześniu zarejestrowano na forum 28 nowych kont.
  • SiemkaTrazodon (topik autorski, autoprezentacja, Trazodon)

2024-05-23

(48) Niedokończone opowieści...

 W POPRZEDNICH ODCINKACH:
Dawno temu apokaliptyczny kataklizm unicestwił sławny Bukkakeland. Jedynie w ruinach prowincjonalnej Buki tlił się nadal mizerny płomyk życia, podtrzymywany przez ostatnich Bukkakelendrów, których spokojne dogorywanie na starych śmieciach zostało zakłócone przez niezwyczajny wypadek: ktoś ukradł z pubu “Pod obwisłym napletkiem” zieloną silikonową żabkę (Żappkę), ukochaną maskotkę Walpurga i starożytny portret praCzartogromskiego. Trójka dzielnych detektywów, Marcin, Chafre i Nathi, zabrała się z zapałem do śledztwa, które rychło zaczęło przynosić pierwsze rezultaty. Niestety brutalny, a nieoczekiwany atak dwóch zamaskowanych osobników, Atletycznego i Drobnego, doprowadził do zgonu dzielnego Leo i unicestwienia skradzionych artefaktów.

LXVIII

Czas płynie szybko i leczy rany. Pierwsza miesięcznica tragicznego zejścia Leo minęła zupełnie niezauważona. Daremno Hebius czekał przez pół nocy w kryptach burmistrzów Buki - żaden z licznych, wydawałoby się, przyjaciół tragicznie zgasłego nie przyszedł oddać mu czci i złożyć tradycyjnej ofiary z nasienia bogom zaświatów za pomyślność jego duszy.
Chafre, zaabsorbowany świeżą rolą ojca i młodym, nienasyconym kochankiem, wyłączył się całkiem ze społecznego życia Buki. Walpurg unikał pubu “Pod obwisłym napletkiem”, bo puste miejsce na kontuarze przypominał mu nieustannie o bolesnej stracie. Czartogromski zaszył się w suchych, a przytulnych lochach zamku i pogrążył w depresji, przeglądając stosy sepiowych fotografii. Wspomnienia zawładnęły nim całkowicie, a przypominanie sobie do kogo i w jakich okolicznościach się przytulał sprawiło, że wszystko wokół przestało się liczyć. Jeden Marcin z Nathim spotykali się codziennie przy śniadaniu w pubie i zastanawiali nad tożsamością Atletycznego i Drobnego oraz celach, jakie przyświecały zbrodniczej działalności tych odrażających osobników.

- Ale że komuś się w ogóle chciało wywijać podobne numery? - Marcin nie mógł wyjść z zadziwienia. - Przecież w Buce zostały głównie dziadki, metrykowo lub mentalnie, którym już nie staje nawet po Viagrze, więc nic nie mogą. Albo się już nic im nie chce. Albo nie czują już sensu tego, czego by mogli chcieć, albo nic nie mogą, bo są przytłoczeni pracą w weekendy. Albo są już po prostu zmęczeni życiem. Nie mówię tego złośliwie, ale po prostu taka jest prawda.

- Dlatego powtarzam - powtarzał Nathi - to jakieś obce przybłędy były!

- Ale kto z nowych by wiedział o piwnicy pod kuźnią i tajnym tunelu prowadzącym do lasu? - oponował Marcin. - Kiedyś w Buce było trochę społecznych aktywistów, albo nawet aspirujących do polityki, którzy obecnie albo zniknęli na dobre, albo pojawiają się w mieście raz na pół roku. Aktywne typy, co potrafiły nakręcić nie tylko pozytywny vibe wokół różnych spraw, ale i niezłą aferę wykręcić. Może to ktoś z takich starych?

- Niemożliwe! - Nathi oponował nieustępliwie. - To jakieś parszywe obce chujki!

Dyskusja w podobnym tonie toczyła się już od miesiąca i nie posuwała sprawy nawet o krok. Tożsamość Atletycznego i Drobnego nadal była zakryta. Ich cele - niewątpliwie złowieszcze i szkodliwe, ciągle całkowicie niejasne.

Dorian, który uratowawszy Nathiego od losu gorszego od śmierci, czuł się odpowiedzialny za bezpieczeństwo anusa młodego Bukkakelendra i nie odstępował go na krok (Nathiego, nie anusa), przysłuchiwał się w milczeniu tym rozmowom, snując niewinne marzenia o wspólnych kąpielach, pucowaniu pod prysznicem czy w wannie. Teraz też tak głęboko pogrążył się w wyobrażaniu sobie zabaw z Nathim i gumowym jednorożcem, że nawet nie zauważył, gdy przysiadł się do niego młody - jak na miejscowe standardy - i roześmiany Korek, który po kilku latach nieobecności powrócił na łono Buki, by nabrać sił przed dalszym podbojem świata i dorabiał, zasadniczo jako kelner, w pubie “Pod obwisłym napletkiem”.

- Puk! Puk! Tu Korek! - zagaił, stukając w blat stolika. - Zatkasz mi otworek?
- Że co? - Dorian popatrzył na Korka niezbyt przytomnym wzrokiem.
- Chciałbyś uprawiać seks z partnerem w ciele byłego, czy z byłym w ciele partnera?
- Że co? - Dorian, teraz już całkiem skołowany, nie wiedział zupełnie, co odpowiedzieć.

Na szczęście straszliwy rumor blaszanej lawiny i trzaskającej porcelany, który rozległ się właśnie na kuchennym zapleczu, wybawił go z niezręcznej sytuacji. Zgromadzeni w pubie zamarli w bezruchu. W zapadłej ciszy dał się słyszeć dobiegający zza drzwi wyraźny dźwięk samotnej butelki, roztrzaskujące się z wilgotnym mlaskiem o kuchenną posadzkę, a później przeciągły jęk zgrozy, czy niewyobrażalnego cierpienia.

- O mój Nergalu! - wyszeptał przestraszony Nathi.

CDN
(być może)

2024-04-28

(47) Niedokończone opowieści...

LXVII

Bladym świtem na zagasłym już, ale nadal rozgrzanym pogorzelisku, zjawił się Marcin z dwójką detektywistycznych pomagierów. Dach kuźni runął do środka, jednak solidne, ceglane mury stały pewnie, osmalona lecz niewzruszone tragedią, która rozegrała się dopiero co w ich wnętrzu. Mury stały, ogień wygasł, ale w środku coś się działo. Przybyli z lekkim zaskoczeniem odkryli, że nie są pierwszymi, których przyciągnął wygasły stos. W środku kuźni ktoś energicznie się krzątał, wyrzucając na zewnątrz rozbite dachówki i zwęglone krokwie. 

- Co jest.. - zaczął Marcin, ale nie dokończył zdania, gdyż właśnie w drzwiach kuźni pojawił się umorusany Hebius, który łypnął na świeżo przybyłych ponuro a nieprzyjaźnie, po czym charchnął i splunął obficie czarną plwociną pod stopy Marcina.

- Jeszcze chwila - burknął. - Już kończę. 
I sypnął z szufelki porcję popiołu do kamionkowego gara, stojącego u progu. Po czym wrócił do zamiatania kamiennej posadzki kuźni.

- Czy to przypadkiem nie garnek Gaynaua? - zapytał cicho Chafre.
- Tak. Zanim się nie przerzucił na kimchi, Gaynau kapustę w nim kisił  - potwierdził Nathi. - I pierwsze ogórki nastawiał na małosolne.
Pojemny gar był już prawie pełny drobnego popiołu i czegoś większego, białego, ani chybi . przepalonych kości. Od przodu, mniej więcej po środku ktoś - łatwo zgadnąć kto - wydrapał na nim czymś ostrym duży, koślawy napis LEO między czterema równie koślawymi równobocznymi krzyżami.

- Biedny Leo - mruknął Marcin. - Nawet po śmierci nie zazna odpocznienia.
- Biedny… biedny… - powtórzyli do wtóru równie cicho Nathi i Chafre.

Tymczasem Hebius najwyraźniej uporał się już ze swoją pracą. Sypnął jeszcze kilka szufelek popiołu, po czym przykrył gar drewnianym denkiem, obwiązał jakimiś nadpalonymi szmatami i wrzucił na taczkę.

- Już - warknął nieprzyjaźnie, łypiąc wrogo przekrwionym okiem na trójkę detektywów. - Zostawię go w kryptach burmistrzów Buki. Idziecie w kondukcie?

- Eee… - zmieszany Marcin nie wiedział, co odpowiedzieć. - To może później…
- To może później… To może później… - zaskrzeczał Hebius w nieudanej parodii, błyskając czarnymi pieńkami połamanych zębów. - To może do później.
Po czym ponownie charchnął, zaparł się, popchnął taczkę i pojechał w stronę cmentarza.

- Ufff! - Marcin odetchnął z ulgą. - Chodźmy sprawdzić kuźnię.

Wnętrze było dokładnie wypalone, a posadzka do czysta wymieciona, więc od razu dostrzegli odsuniętą płytę i ciemny otwór w prawym rogu pomieszczenia, tuż przy drzwiach.
- Kuźnia jest podpiwniczona? - zdziwił się Marcin.
- Najwyraźniej - przytaknął Chafre. - I nikt o tym nie wiedział.
- Nikt oprócz tych dwóch zamaskowanych zbirów - poprawił go Nathi. - Najwyraźniej.

Detektywi ostrożnie przekroczyli próg i podeszli do otworu, z którego wionęło spalenizną i wilgocią. Na stromych kamiennych schodach wiodących w dół leżała nadtopiona finezyjna złota rama - najwyraźniej przewrócona i zdeptana przez kogoś w panicznej ucieczce - ze zwęglonymi strzępami płótna.
- To chyba będzie portret praCzartogromskiego - mruknął Marcin.
- A raczej to, co z niego zostało - poprawił Chafre.
Nathi nic nie mówiąc odsunął nogą szacowne szczątki, by można było zejść niżej. 
Pod portretem zazieleniła się plama roztopionego silikonu, której kształt sugerował coś znajomo żabiego.
- A to pewnie żabka Walpurga - zauważył.
- A raczej to, co z niej zostało - poprawił go Chafre.
- Biedny Walpurg - mruknął Marcin.
- I Czartogromski biedny - dorzucił Nathi, jak zawsze uwrażliwiony na seniorów.

Piwnica, do której zeszli była niewielka i pusta, w północnej części zakończona żelaznymi, niedomkniętymi drzwiami, zasłaniającymi ciemny, niski tunel, w którym nawet Nathi musiałby się zgarbić.

- Tędy musieli uciec Atletyczny i Drobny - stwierdził Chafre.
- I to oni ukradli Żappkę i obraz praCzartogromskiego - dorzucił Nathi.
- I to raczej nikt z naszej listy podejrzanych - podsumował ponuro Marcin. - A może jednak?
- Nie, to na pewno nikt z naszej listy! - zaprzeczył zdecydowanie Nathi. - To na pewno nikt z starych Bukkakelendrów! Na pewno nikt kogo znam! Raczej na pewno! 
- I co teraz? - Marcin popatrzył na swoich pomocników. - I co teraz?

CDN

(być może)


2024-04-19

(45) Niedokończone opowieści...


W POPRZEDNICH ODCINKACH:

Dawno temu apokaliptyczny kataklizm unicestwił sławny Bukkakeland. Jedynie w ruinach prowincjonalnej Buki tlił się nadal mizerny płomyk życia, podsycany przez ostatnich Bukkakelendrów, którzy pragnęli już tylko w ciszy i spokoju doczekać na starych śmieciach ostatnich dni żywota. Aliści pubem "Pod obwisłym napletkiem”, głównym miejscem zgromadzeń tubylców, wstrząsnął właśnie niezwyczajny wypadek: ktoś ukradł zieloną silikonową żabkę, ukochaną maskotkę Walpurga, zwaną przezeń pieszczotliwie Żappką. Dzielny Marcin, urodzony Hercules Poirot, nie mógł pozostać obojętny wobec takiej zbrodni i sporządziwszy listę podejrzanych, w towarzystwie dwóch równie urodziwych, jak obrotnych pomocników, Chafrego i Natiego, zabrał się niespiesznie, acz z zapałem do śledztwa, które rychło zaczęło przynosić pierwsze rezultaty. Z listy trzynastu nazwisk wyeliminowano jednego podejrzanego, a Nathi był na dobrej drodze do eliminacji kolejnych. Niestety. 
Chafre, rozdarty między obowiązkami detektywa, a odpowiedzialnego dilfa, uległ świeżemu ojcostwo i aktualnie na zapleczu kuchni planował drastyczne, acz niebywale skuteczne rozwiązywać problem nie panującego nad popędami zboczeńca. A wyprawa Nathiego skończyła się dość niefortunnie. Obezwładniony i ogłuszony czekał właśnie rozciągnięty na tapczanie na ostateczne pohańbienie, a może i coś gorszego, gdy nagle...

LXV

- A cóż to? - rozległ się od okna wesoły głos Doriana_Graya. - Bawicie się beze mnie? Dajcie chociaż popatrzeć seniorowi, który w młodości też miał nieźle wyposażoną piwniczkę i z niejednym twinkiem spędził w niej miłe długie godziny.

Zamaskowani napastnicy zamarli w bezruchu, nie zdążywszy nawet ściągnąć Nathiemu do końca spodni, a później odwrócili się powoli i runęli do błyskawicznej ucieczki, zostawiając Doriana w całkowitym osłupieniu. W osłupieniu powoli przechodzącym w zrozumienie, gdy zaczął dostrzegać szczegóły zniszczeń w apartamencie Hermesa. I że Nathi oddycha wprawdzie miarowo, ale jest ewidentnie nieprzytomny.

- Bydlęta! - ryknął rozjuszony Dorian i ruszył w pogoń za osobnikami, którzy jak teraz dobrze poznawał, na pewno nie są Hermesem i U_kejem. - Zwyrodnialcy! Bestie! Degeneraci!

Niestety Atletyczny i Drobny mieli nad Dorianem sporą przewagę, pokonali już prawie całą długość placu (bardziej łąki niż trawnika) przed głównym korpusem stajni i za chwile mogli zniknąć za lewym skrzydłem budowli, a później w lesie, który wąską odnogą dochodził pod sam budynek opuszczonej kuźni, w której Shane aktualnie urządzał saunę.

- Szumowiny! Wykolejeńcy! Szubrawcy! - krzyczał przeraźliwie Dorian, a widząc już, że nie ma szans na samodzielne dogonienie zamaskowanych zbirów uciekł się do najskuteczniejszego w takich wypadkach wezwania.

- Pożar! - zaczął krzyczeć jeszcze donośniej, choć dostawał już zadyszki i ciężko mu było złapać oddech. - Ludzie! Pali się! Pożar! Pożar!

To od razu wzbudziło pożądaną reakcję i czujni Bukkakelendrzy, którzy byli akurat obecni w swych apartamentach, pojawili się we francuskich oknach: Bolevich, osłaniający nagość cienką matą, Żmij w neonowo zielonych slipach, przerażony Mike z pękiem kluczy, Czarek z otwartą książką, Radek z różową butelką rozpylacza perfum w dłoni…

- Gońcie zbrodniarzy! - zakasłał zdyszany Dorian. - Bydlaki chciały skrzywdzić Nathiego!

Tłum zaniepokojonych obywateli w lot pojął przekaz i przyłączył się do pogoni. Niestety napastnicy właśnie zniknęli za rogiem pubu "Pod obwisłym napletkiem”, który, że przypomnę, zajmował dawny budynek maneżowni w lewym skrzydle stajennego kompleksu.

- Przepadło! - jęknął zgnębiony Dorian. - Uszły bydlaki! Już ich nie dopadniemy.

Ale nie przerwał pościgu, albowiem contra spem spero, jak pisała Poetka, którą wielbił:
Przeciw nadziei, co stoi na chmurze
Łez, prędkim wichrom rzuciwszy kotwicę,
I obrócony wzrok trzyma na burze
I nawałnice...
W niezgasłe gwiazdy ufam wśród zawiei
Przeciw nadziei.

CDN
(być może)

2024-04-17

(44) Niedokończone opowieści...

LXIV

Porzućmy jednak ciemne i miejscami mocno zatęchłe wnętrze pubu “Pod obwisłym napletkiem” i udajmy się razem z Nathim w kierunku kwater zajmowanych przez Hermesa i U_keja.


Wieczór był ciepły i pogodny. Nathi przemierzał pospiesznie obszerny plac przed głównym korpusem stajni, kierując się w stronę prawego skrzydła budowli. Nie zważał ani na świeżą, bujną wiosenną zieleń trawy, ani na właśnie rozkwitłe mlecze, wabiące swoją soczystą żółcią robotne, a spragnione nektaru pszczoły. Nie zważał też na żaby, które wypełzły z zimowych leży i nie do końca rozgrzane i obudzone, skakały niemrawo ku brzegom nieodległego stawu. Dlatego energiczny marsz Nathiego punktowany był co chwila mlaskliwym odgłosem rozgniatania tych biednych, a pożytecznych istot, po którym następował piruet towarzyszący wycieraniu czy to lewego, czy prawego buta o najbliższą bujną kępę mleczatrawy.


Francuskie okna większości apartamentów prawego skrzydła stajni były odsłonięte, a nawet otwarte. Nathi zwolnił i z uwagą lustrował wnętrza mijanych pokoi, rozglądając się za zieloną silikonową żabką Żappką, ulubioną maskotką Walpurga i za antycznym portretem praCzarogromskiego. Niestety wszędzie dominowały znajome a prozaiczne widoki. Rozłożony w plamie słońca na cienkiej macie do ćwiczeń Bolevich łapał bladym tyłkiem ostatnie promienie UVB, by się trochę przyrumienić przed rozpoczęciem naturystycznego sezonu. Rozczochrany i zarośnięty Żmij w rozchełstanej nocnej koszuli siedział nad rozłożoną na podłodze kolekcją markowej bielizny, ewidentnie nie potrafiąc się zdecydować, które z zielonych majtek ma dziś na siebie włożyć. Regał z kufrów i walizek zgrabnie ustawiony wzdłuż najdłuższej ściany u Jordiego sygnalizował nieodmiennie, że choć minęło już dziesięć lat od kataklizmu, który przeorał Bukę, gospodarz się nie zadomowił na zgliszczach i jest gotowy w każdej chwili do wyprowadzki. Cztery kolejne apartamenty zajmował Mike - trzy w celach magazynowych i czwarty jako sypialnię - tutaj nic nie dało się zobaczyć, bo każdy był zabezpieczony zamkniętą na kilka kłódek roletą antywłamaniową. 


Zbliżając się do pokoju U_keja Nathi zwolnił i stanął zaskoczony widokiem, jaki napotkały jego szare oczęta. W całym pomieszczeniu panował nieopisany bałagan. Bielizna wyciągnięta z otwartych szuflad komody zaścielała podłogę wymieszana w jedną bezkształtną masę z porozrywanymi książkami strąconymi z półek zasobnej biblioteczki, a wszystko pokrywał grubą warstwą drobny szary pył. Skorupy kilku urn widoczne wśród zgliszcz sugerowały dość jednoznacznie, że to prochy ukochanych kotów U-keja rozsypane w pomieszczeniu przez jakiegoś zwyrodnialca. Nathi wzdrygnął się ze zgrozy i delikatnie a troskliwie zamknął okno, by wiatr nie wywiał kotów U-keja na dwór. Pamiętał, że to domowe koty, niewychodzące, przywykłe do życia w czterech ścianach mieszkania, więc takie spotkanie z otwartym światem byłoby dnia nich traumatycznym przeżyciem w życiu po życiu. W dalszych rozmyślaniach przeszkodził mu dźwięk trzaskającego lateksu, dochodzący z apartamentu obok.


Nahti skulił się, przywarł do ściany i cichutko, na paluszkach przemknął do okna pokoju zajmowanego przez Hermesa i zajrzał do środka. A tam akcja zniszczenia właśnie wchodziła w swój kulminacyjny punkt. Drobna, zamaskowana postać w stroju ninja, teraz z powodu kotów U_keja bardziej szarnym niż czarnym, na gruzowisku połamanych mebli i porwanych ubrań, cięła gumy i lateksy, dziurawiła maski gazowe, jednym słowem unicestwiała bogatą kolekcję zabawek erotycznych Hermesa.


“Już ja cię załatwię!” - pomyślał Nathi i rzucił się do pokoju niczym torpeda, pewien, że dzięki swojej doskonałej znajomości aikido i innych ju-jitsu, oraz sprężystym mięśniom trenowanym codziennie na siłowni, bez trudu obezwładni taki wątły w barach, niewiele wyższy od niego zamaskowany drobiazg. Niestety w swym zapale nie zauważył zrolowanego dywanu leżącego w progu i runął jak długi u stóp Drobnego Ninja. Pewnie mimo wszystko wygrana w tym tak niefortunnie rozpoczętym pojedynku Dobra ze Złem byłaby po stronie Dobra, gdyby nie drobny szczegół. Nathi nie zauważył też niestety, że w rogu pokoju, tuż przy oknie stał drugi ninja, barczysty jak szafa, z talią osy i jędrnym tyłkiem nad masywnymi udami i łydkami krągłymi, niczym balaski. Atletyczny Ninja oprócz doskonałej budowy ciała, podkreślonej obcisłym strojem, dysponował też błyskawicznym refleksem. Nim Nathi zdołał się otrząsnąć z zaskoczenia i podnieść z podłogi zarobił w głowę potężny cios pierwszą rzeczą, jaka Atletycznemu podeszła pod rękę - monstrualnych rozmiarów dildem, którego guma okazała się na tyle twarda, że od razu pozbawiła Nathiego przytomności.

- I co teraz? - pisnął ze strachem Drobny Ninja. - Spierdalamy?

- Spierdalamy! - potwierdził grubym basem Atletyczny. - Ale najpierw…

Tu przerwał i zarechotał złowieszczo, potrząsając monstrualnym dildem i patrząc na Nathiego, bezwładnie rozciągniętego na podłodze.

- No to najpierw… - zachichotał paskudnie Drobny, ciągnąc Nathiego w stronę łóżka.


CDN

(być może)